30.5.12

95

Wystarczy zburzyć ściany własnych ograniczeń i zbudować z nich mosty, niechby prowizoryczne, ale wystarczą, by nimi przejść na drugą stronę, do drugiego człowieka - tak, by później móc wrócić do siebie bogatszym, choćby tylko o wrażenia. Tylko w taki sposób można być wyraźnym - zostając w innych.
Utrwalenie będzie mogło mieć postać rozmytej akwareli, niedokończonego szkicu, barwnego malowidła, czasem zbyt perfekcyjnej ryciny zupełnie nieadekwatnej do rzeczywistości. Bo dla wyraźnej rzeźby o konturach dokładnie zarysowanych trzeba szczególnych względów, czasu, pracy, oddania, morza cierpliwości.
Miłości?

Myśl inspirowana zapiskiem u danger_mouse'a. Za co mu serdecznie dziękuję. :)

29.5.12

94

Ne znoszę, po prostu nie znoszę ludzi, którzy wciągają bliźniego w swoją orbitę, jak w prywatną dziurę czasową. I robią to tak długo, precyzyjnie i skutecznie - powołując się na swój tytuł, stołek i pożal-się-boże wdzięk - aż cały świat się zatrzyma i zaczeka aż ten Dopust boży von Egoista "nabije sobie fajkę i zakręci loka".

25.5.12

93

Są tacy ludzie, o których nie można zapomnieć. Pojawiają się na krótki moment w naszym życiu, odchodzą jak porywisty wiatr zabierając ze sobą wszystko, co najważniejsze, nie odwracają się za siebie, a mimo to pamięć o nich przypomina ogień, który nigdy nie gaśnie. Dlaczego?