18.6.12

109

Niechcący wpadłam dziś w empiku na dużego Amerykanina. Albo on na mnie. W tej samej sekundzie nastąpił mój i jego półobrót i wyjście w tym samym kierunku z dwóch różnych stron. Ja: przepraszam i jeden uśmiech, on: sorry, I'm sorry i very, very sorry, my fault, my guilt i dziesiątki uśmiechów. Możliwe jest, że jego życzliwość wobec rodzaju ludzkiego jest jego konstytucyjnym obowiązkiem. Miałam ochotę go przeprosić za to, że czuje się w obowiązku tak mnie przepraszać.

14 komentarzy:

  1. A nie było-Sorry, let's go for a dinner together?;):):)
    No to jakis mało obrotny jankes Ci się trafił:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie tego nie rozumiem. ;P

      Usuń
    2. dziwne uczucie, kiedy ktoś czyta w Twoich myślach, a Ty nie możesz już nic napisać, bo te myśli wrzucił w komentarzu (Radek/Radku - podajmy sobie ręce ;))

      Usuń
  2. Aż mam ochotę powiedzieć: i'm sorry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż ciśnie się na usta kolejne przepraszam, to prawda. :D

      Usuń
  3. Także miałem ostatnio przygodę w empiku. Potknął się o mnie starszy pan sięgając po czasopismo.
    Wzajemne przeprosiny, wyznanie win i uśmiechów. Ja z dołu, on z góry. Było miło. Do wieczora siedziałem glodny na podłodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Do wieczora siedziałem głodny na podłodze" - tak mnie to zdanie zaintrygowało, że trwam w oczekiwaniu na rozwinięcie. ;))

      Usuń
    2. Już jakiś czas temu wynieśli nam kanapy i pufy z empiku. Zaczytałem się trochę siedząc na podłodze. Starszy pan również nie zaproponował mi kolacji, chociaż zapewniliśmy się o wzajemnej trosce ;)

      Usuń
    3. Brakowało mi tego uzupełnienia. ;)

      Usuń
  4. Nawet jeśli uprzejmość Amerykaów może się wydać niektórym sztuczna, lepsza jest taka, niż żadna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja. Przyjemniej jest wśród uśmiechów, zdecydowanie, choć gdy są nieadekwatne do sytuacji też rażą. Tu były ok. ;))

      Usuń
  5. kiedyś przez blisko 2 tygodnie i przez zupełny przypadek mieszkałem w apartamentowcu w samym sercu amerykańskiego luksusu - dokładnie takie same nic nieznaczące uśmiechy wyciętych z katalogów mody postaci, które spotykałem w windzie, pozwoliły mi czuć się normalnie, pomimo niebardzofirmowej koszulki i włosów niepamiętających fryzjera
    są dobre strony tego "plastikowego być" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiech sam w sobie jest czymś pozytywnym, więc pomijając intencje uśmiechniętego lub ich brak, można się skupić na samym efekcie. I też będzie dobrze. :)

      Usuń
  6. ale było miło :)się przyznaj później

    OdpowiedzUsuń