Życie. Absurdalna tragikomedia oparta na dziwnych, samospełniających się mechanizmach i niepisanych umowach, gdzie wszyscy święcie wierzą w doniosłość roli społecznej, jaką odgrywają i z mniejszym lub większym talentem ukrywają fakt niedorastania do niej. A gdy dołożyć do tego spostrzeżenie, że każdy udaje kogoś, kim nie jest mamy cały przekrój zakłamanego świata. Przed kim ta gra? To jakiś rodzaj uzależnienia, przewrotnego karnawału, którego uczestnicy wkładając weneckie maski zasłaniają się tylko połowicznie? Jakby chcieli a jednocześnie bali się zostać zdemaskowani.
Tęsknię za prawdziwym człowiekiem.
Który jest, kim jest i niczego nie udaje.
5.8.12
4.8.12
129
Wcięłam książkę, na dzisiejsze śniadanie zostawiłam sobie ostatnią ćwiartkę. Smaczna była. Miała się nie kończyć, a się skończyła. I nie bardzo wiem, co teraz robić. Zawiesiło mnie między rzeczywistością widzialną a wyobrażoną. Trochę mi nieswojo i nie wiem, czy za tym stoi konkretny powód, czy to tylko rozpylona w mojej głowie sztuczna mgła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
